Chcę kupić arabkę, mam 4 ha terenu, hoduję różne zwierzęta. Dam radę, kasa jest. Pomóżcie.

/ 4 odpowiedzi
Jestem takim Nowym Ruskim w hodowli koni. Kasę mam, 4 ha pod Krakowem też, kocham zwierzęta i mam ich dużo i dziwnych nawet, ale małych. Koń - takie marzenie.Myślę o klaczy arabskiej, takiej młodej, niech się nauczy gdzie mieszka. Nie myślę o jakimś jej wynajmie etc. No nie obraźcie się - to będzie domowe zwierzę. Jeździć umiem, córka jeździ w klubie - pewnie będzie fajnie. Jak nie to i tak się nie podam. Głupsze gatunki niż konie hoduję i z ręki jedzą.
Pomóżcie z planem jak dla debila. Kasa mnie nie trzyma, ale jak to ogarnąć? Jaki rozmiar stajni, jakieś rady, jak zacząć, cokolwiek.
Wiem, że będzie jej tu dobrze 
Pomóżcie radami. Klacz mam dogadaną...
Tomek
Ulungu


Dogadaj jej towarzystwo na pastwisku, tematów w sieci na temat samotnie trzymanych koni jest multum i nie będę się tu powtarzać, bo nie w tym rzecz, sam znajdziesz czego potrzebujesz.
Źle że bierzesz młodego konia bo małe zwierzątko źle wychowane co najwyżej będzie śmieszne, źle wychowany koń jest po prostu niebezpieczny dla siebie iwszystkich dookoła. Skoro jednak jesteś aż tak przekonany że już zaklepałeś sobie konia (może uda się wymienić na nieco starszego, wychowanego?) to NAJPIERW skontaktuj się z koniarzami w sąsiedztwie jeśli tacy są, a jeśli nie ma, z hodowcami. Najlepiej mieć w gronie znajomych osobę która już młode konie wychowywała bo inaczej będzie ciężko, i boleśnie. Oraz niebezpiecznie. Konia nie trzeba uczyć gdzie mieszka - sam się uczy i to błyskawicznie, gdzie odpoczywa i jada.
Jeśli ta klaczka ma 3-4 lata to dasz sobie radę. Gorzej jeśli ma rok i wybierasz ze względu na cenę, niska cena roczniaków jest - wierz mi - bardzo uzasadniona.

Co innego jeździć a co innego mieć konia na codzień, wraz z całą związaną z nim pielęgnacją, zainwestuj oczywiście w podstawowe narzędzia pielęgnacyjne, a w szczególności zgrzebło, szczotkę z twardego i miękkiego włosia, kopystkę, ogólnie w sprzęt do czyszczenia. Środków pielęgnacyjnych żadnej firmy nie będę ci wkręcać bo nikt mi za to nie płaci :P Ocywiście nie muszą to być przedmioty firmowe z podobizną konia na każdej rękojeści, ale w ogóle być jakieś muszą. Co do grzebieni, nożyczek - sprzętu do grzywy i ogona, oraz kopystki, nie rzucaj się na tanie plastyki. Lepiej kupić raz a porządne.

Po pierwsze: Stajnia: Niech będzie wysoka, minimum 3 metry. około 3,5 metra długości i tyle samo szerokości by koń mial miejsce na położenie się, i pokręcenie gdy jest nerwowy.
Może to być konstrukcja drewniana, kryta papą, jeśli będzie solidna. Warto zaplanować w dachu mały wywietrznik, lub sam dach oprzeć na kołeczkach, umożliwiajac wentylację i zapobiegajac przegrzaniu się konia w chłodnym sezonie i ukiszeniu w ciepłym. Dobrze sprawdza się podłoże z cegieł, ale ułóż je na grubej warstwie piachu i zasyp porządnie piachem wszystkie szczeliny między cegłami - koń nie będzie się po tym ślizgał i łatwo będzie ci sprządać. Wypoziomuj pod belki bloczki betonowe, umieszczone częściowo w ziemii - wypoziomowane. Powierzchnię ceglaną układa się wówczas prawie do ich górnego poziomu, żeby zapobiec podgniwaniu belek podwalinowych. Przed położeniem belek podkład z papy bitumicznej na bloczkach. Taka podłoga jest też łatwa do wymiany i ulożenia. Jeśli stosujesz drewniane belki - szczelina dylatacyjna między ścianą a podłogą, chyba że masz jak zrobić ściek z kratką, zabezpieczy belki przed ewentualnym gniciem. Chowu bezstajennego z młodym koniem ci nie polecam jeśli nie był tak chowany, raczej jeśli już, zaplanuj taki chów na czas gdy będzie starsza. Jak chcesz mieć większą kontrolę nad higieną i temperaturą w stajni, zrób okiennice po obydwu stronach samego boksu. Sugeruję dach jednospadowy, płaski (tanio i skutecznie). Jeśli nie masz żadnej ściany do której możesz dostawić taką stajnię, konieczne jest zastosowanie mieczy, żeby zapobiec przewróceniu się lub śrubowemu skręceniu konstrukcji, bo lekka konstrukcja pod wpływem ciężaru dachu lub wiatru potrafi zrobic co zechce. Warto też zaplanować przed samym boksem kawałek przestrzeni wyłożonej twardym podłożem, do czyszczenia, siodłania itd. Pamiętaj by wybialkować ściany by koń ich nie zjadał, konie nałogowo ogryzają wszelkie elementry drewniane. I najlepiej by było to zrobione zanim wprowadzisz tam konia, bo w tydzień koń ci osłabi całą stajnię ;) Zdolne bestie są.
Taką stajnię nie tylko postawisz w 2 osoby w 2 dni, ale równie łatwo w razie czego naprawisz, odrestaurujesz, i łatwiej poradzic sobie w niej z ewentualną wilgocią i robalami.
Oczywiście, żadnych wystających gwoździ, śrubek, elementów metalowych o które koń może się podrapać, bo sobie zrobi krzywdę. Musisz też przewidzieć, że koń opiera się o elementy boksu z dość dużą siłą i belki powinny być solidne i grube.

Zamów PÓKI CZAS słomę, siano i owies - to podstawa dla każdego jednego konia. Późnym latem i jesienią nikt ci już raczej nie sprzeda w dobrej jakości bo wszystko będzie pozamawiane, a to co zostanie rolnikom będzie drugiego sortu (pusty owies, źle przechowana słoma, siano niskiej jakości). Jeśli masz swoje siano, słomę i owies to nie ma sensu mówić ci jak je przechowywać, pamiętaj ze koń to nie koza, je więcej. Wydala też więcej także miejsce na obornik powinno być spore.
Jeśli chcesz zrobić gnojownik, zrób w stajni korytarz gnojowy, czyli jakiekolwiek przejście prowadzące na zaplecze stajni, gdzie do stajni równolegle powinien być umieszczony gnojownik. Najlepiej betonowany chociaż to nie jest konieczne, długości gdzieś 6 szerokości 2 metry (minimum dla jednego konia), i to równolegle do stajni, oczywiście umieszczone wgłąb w ziemii, dla wygody wywożenia. Wysokość do półtora metra wystarczy. Nawet metr starczy w takim wymiarze. Idealny gnojownik to taki któy ma wjazd i wyjazd betonowy na skrajach, by ewentualnie można było wypchnąć ten obornik np sprzedając, uzywając pod ogród, bez większych trudności. Więc profil na coś w rodzaju łódki, z dość płaskim odcinkiem dna.
Pastwisko to mimimun półtora hektara na konia.

Ogrodzenie: Najlepsze z siatki ogrodzeniowej na dębowych słupach (żeby za szybko nie zgniły) - takiego ogrodzenia koń nie zaryzykuje sforsować. Nie jest to najpiękniejszy pejzaż, taka siatka, ale gorszy jest pejzaż z biegnącym kilometrami za koniem właścicielem, o zmierzchu, po cudzym polu, w akompaniamencie przekleństw sąsiadów.
Jeśli chcesz postawić ogrodzenie ładniejsze, co najmniej 3 żerdzie, wysokość 1,5 do 2 metrów. Moim wystarcza 1,5, ale jeśli chcesz uczyć ją skakać, może być mało.
Słupy osadzaj na 40cm w ziemii, inaczej koń napierajać albo zwyczajnie drapiac się o ogrodzenie, może je sforsować. Taki słup powiedzmy na 2 metry, przy ogrodzeniu na 1,5, w sam raz 10 cm od góry wyjdzie górna żerdź. Zawsze można żerdziowe ogrodzenie zrobić od frontu, a siatkowe wszędzie z tylu gdzie niekoniecznie jest to oglądane, dla pewności. Koń rozpędzony skosem przez pastwisko w galopie potrafi mieć naprawdę glupie pomysły dobiegając do ogrodzenia. Nieraz mi koń wpadał galopem do stajni i zatrzymywał się pyskiem niemal na ścianie nie potrafiąc wyhamować na słomie ;) Poza tym kon ma 4 nogi i też się potknie a głupio by było jakby pociągnął po ziemii pół ogrodzenia bo się przewrócił albo oparl. Dobrze osadzone słupy powinny temu zapobiec. Same żerdzie nie muszą być grube, ważne by nie były zbyt kruche.
Dobrze żebyś miał duży padok piaskowy, i minimum półtora hektara pastwiska na konia, by nie wyskubał do zera. Bo hektar koń potrafi ogołocić do jednej trawki. Rozmiar padoku zależy od upodobań i profilu konia. Jeśli koń ma biegać tylko na lonżowanie i uczyć się sztuczek, wielkie przestrzenie nie będą potrzebne, 0,5ha wystarczy.
Jeżeli kiedyś byś zdecydował się albo uważasz że sie zdecydujesz na uczenie konia do skoków, warto zachować część terenu na przystosowanie ale jeśli chcesz mieć ją tylko rekreacyjnie, i uczyć chodów, mały padok ci wystarczy. Chociaż, padok marzeń równie dobrze może iść dookoła pastwiska ;) Wtedy arabek bez problemu i bez obawy może sie rozpedzić i pokazać na co go stać. Dlaczego piasek? Jak spadłeś kiedyś z konia to sam wiesz dlaczego, zresztą konie uwielbiają tarzać się w piachu i w nim bawić.

Co będzie potrzebne: poidło to duża wygoda, ale żaden koń świata nie obraził się jeszcze za wodę noszoną w wiadrze. Ważne by zawsze mógł się napić przed jedzeniem i miał wodę na noc. Zaplanuj w boksie podajnik na siano, i koryto na paszę - nie powinny zabierać tej przestrzeni 3,5 na 3,5 metra, to przestrzeń dla konia na wylegiwanie się w słomie. Dobrym pomysłem jest zalatwienie sobie trocin pod słomę. Są i tacy co trzymają na samych trocinach ale szkoda końskich kopyt, trociny brzydko nasiąkają i koń stoi wtedy w mokrej galarecie. Myjka to duża wygoda, ale żaden koń nie obrazi się na zwykły wąż ogrodowy. Upewnij się też, że w pobliżu jest możliwość ugadania kowala i weterynarza, to podstawa jeśli chcesz mieć konia. A najlepsze co możesz zrobić to zapisać się na jakiś kurs i nauczyć się robić kopyta, bo z kowalami potrafi być naprawdę ciężko. A jeszcze ciężej z dobrymi kowalami.
10 metrów (jakieś 20 worków) owsa powinno wystarczyć na rok bez problemu, choć mała arabka pewnie zje mniej, to już musisz dostosować do ilości wysiłku i żywiołowości twojego konia.
Jeśli masz w sąsiedztwie "pewne źródło" - człowieka ktory ci się nie rozmyśli ze sprzedaży po miesiacu, możesz siano, owies i słomę zamawiać w mniejszych ilościach, ale sądzę że mając wiele zwierząt i 4ha prywatnego terenu wiesz jak zamówić i przetrzymać takie rzeczy.

Warto mieć przynajmniej 2 derki przeciwdeszczowe bo szybko się brudzą, czasem i rozerwą.
 Przynajmniej 2 kantarki, oczywiście uwiąz, linka do lonżowania - to konieczność.

Sądzę że sobie poradzisz i biorąc do pomocy kogokolwiek z rodziny czy sąsiadów stajnię i ogrodzenie zrobisz bez najmniejszego problemu, biorąc pracownika nawet trudów tej pracy nie zdążysz zauważyć.

*sorry za te edycje ale o tej porze to ja już zmachana jak qń i na oczy nie widzę.
(2015/06/12 23:40)

Honeonna


Generalnie zgadzam się z powyższym postem, zwłaszcza co do tego, że młody koń to nie najlepszy pomysł i że powinien mieć towarzystwo-bez tego może zacząć wariować. Nie musi, ale może i tak się zdarza, że u poprzedniego właściciela konik był do rany przyłóż, a w nowym domu po tygodniu bez innego konia(choćby kucyka, nieważne) nagle staje się płochliwy, zaczyna gryźć albo przeciwnie-smutnieje, wygląda na zmęczonego, apatycznego, chudnie, może jakoś częściej łapie drobne choroby... Stado to nie jest człowiek przychodzący na parę godzin dziennie, to są inne konie, z którymi można powalczyć dla zabawy, biegać albo po prostu paść się obok siebie i noga za nogą chodzić po pastwisku, a potem spać spokojnie i głęboko, bez obaw, że się prześpi dobry moment na ucieczkę. Życie w stresie to nie jest dobry przepis na szczęśliwego, zrównoważonego konia.
Jako fanka arabów mam nadzieję, że wybór padł na tę rasę, bo znacie tego konia, wiecie, czego się po nim spodziewać i to jest naprawdę najlepszy wybór dla Was. Nie można kupować araba pod wpływem tego, że w telewizji pokazali aukcję w Janowie, a każda książka o rasach zapewnia, że są wspaniałe, piękne, wytrzymałe i mieszkały w namiotach Beduinów! Nie mówię, że tak jest w tym przypadku, ale niestety tak bywa, a potem jest rozczarowanie-bo arab jest jednak specyficzny, dla koneserów. Rodowód może dużo powiedzieć o koniu, dobrze by było określić, czego od niego oczekujesz i czy akurat taka kombinacja przodków może to dać, zwłaszcza jeśli koń jest młody i trudno ocenić jego samego pod kątem umiejętności. I znowu-koń w wieku 6-15 lat byłby najrozsądniejszym wyborem. Dorosły, o znanym już charakterze, ma szansę już być wyszkolony ogólnie i pod siodło do tego stopnia, że przeciętny właściciel nic od razu trwale nie napsuje ani nie będzie miał na starcie wielkich problemów do rozwiązania. Młody wiek nie ma nic wspólnego z szybszym "oswojeniem" nowego domu, a wręcz czasami młodziutkie konie bardziej przeżywają przeprowadzkę.

Jeśli koń ma służyć do czegoś poza ozdabianiem trawnika i głaskaniem, to musi mieć pasujące siodło (nie tylko rozmiar łęku, ale całość) i resztę sprzętu i przede wszystkim jeźdźca, który mu nie szkodzi. Koń to chyba jedno z niewielu zwierząt domowych, którym można zrobić poważną krzywdę także bez złego żywienia, zostawienia na zimnie/upale, zignorowania chorób czy zamęczenia do granic-wystarczy źle jeździć. 
Z wyręczaniem kowala bym uważała, to jest opcja dla tych, którzy już długo w tym siedzą, kurs jest tylko "ukoronowaniem" ich pędu do wiedzy, kopyta, które strugają, są zdrowe, a co jakiś czas ktoś lepszy sprawdza, czy wszystko idzie w dobrym kierunku. Inaczej może się okazać, że nawet ten zły kowal odwala lepszą robotę. 
Generalnie najważniejsze to nie zamykać się na porady, szukać wiedzy, upewniać się, że wszystko jest dobrze-koń to nie jest sprawa skomplikowana jak planowanie misji na Księżyc, ale mało mu brakuje! ;) Może się to przedsięwzięcie udać, ale pod warunkiem, że będziesz mieć szczerą intencję zrobić wszystko jak najlepiej. Polecam najpierw zapoznać się z porządnymi książkami i wiarygodnymi stronami www, a potem szukać wiedzy na forach w necie i u znajomych, żeby po takim przygotowaniu móc odróżnić dobre rady od całkiem głupich. Inaczej możesz łyknąć bzdurkę nawet bez świadomości, że ktoś Ci źle radzi. I na pewno nie kupuj konia bez zastanowienia, obejrzenia i badań! Nawet jeśli kosztuje tylko trzy tysiące, może się okazać, że po paru miesiącach wydasz tyle na jego leczenie, suplementy albo specjalne żywienie z powodu choroby, którą być może dałoby się wykryć. (2015/06/13 17:07)

Ulungu


Wyręczanie to ryzyko i odpowiedzialność, ale po kursie będzie przynajmniej wiedział, czy kowal który przyjechł zna się na swojej robocie, czy może konia na oczy nie widział. Opowiem ci o kowalu co nie potrafił nauczonemu koniowi podającemu idealnie wszystkie 4 nogi , żadnej nogi podnieść do obejrzenia, chodził parę minut w koło twierdząc że 'to ze starości" i w końcu chciał zdziwionego konia na bok przewracać, pogoniłam to to w podskokach, to jeszcze uciekając tłumaczył że i tak konia przewróci by udowodnic mi że potrafi :o To była jedyna i bardzo krótka wizyta szanownego pana, ale jakby tak trafił na osobę calkowicie nieświadomą jak wygląda robienie kopyt, to mogło być różnie. Do dziś nie wiem o czym facet myślał i co przedawkował. (2015/06/15 00:13)

Honeonna


Wiadomo, niektórzy kowale to się trochę minęli z powołaniem, najchętniej by wygrywali mężny bój z koniem, którego sami sprowokowali, wycinali podeszwę i strzałkę, "bo to ładnie wygląda", a wystające ściany zostawili, "bo koń na nich ma stać", a jak kopyto się przez to posypie, to najlepiej podkuć ortopedycznie i "będzie pani zadowolona". :)  Niech jedzie na wszystkie kursy, na jakie może, niech czyta książki, niech porównuje stan przed i po wizycie, żeby móc wybrać dobrego fachowca, tylko niech się nie porywa na coś, czego sam nie będzie potrafił zrobić. Ciachnąć kawałek kopyta to jedno, spiłować tak, żeby koniowi się dobrze chodziło-drugie. I niestety to, że kowal jest zły, nie oznacza, że właściciel mimo najlepszych chęci będzie lepszy. :) Ale całkowicie popieram dokształcenie się, nawet jeśli ostatecznie kto inny będzie wykonywał tę czy inną robotę. (2015/06/17 01:02)