Koń wierzga przy zagalopowaniu. Nie złośliwość ani energia, ale strach.

/ 5 odpowiedzi
Hej, mam problem z moim koniem. To wałach, rasa pogrubiona, lat 6. Jest u mnie od listopada i do tej pory nie udało nam się nic zdziałać. Otóż na początku było wszystko dobrze - koń idealny, reagował wspaniale na łydkę, można było jeździć na luźnej wodzy. Po prostu cudo. Jednak problemy zaczęły się podczas pewnego terenu. Była to bodajże czwarta albo piąta przejażdżka, ale z innym, doświadczonym koniem. Podczas galopu koń zaczął wierzgać - wytłumaczyliśmy to nadmiarem energii. Później jednak doszło do tego, że podczas kolejnego terenu, kiedy już wracaliśmy koń nagle zaczął strzelać barany, a kiedy pozbył się jeźdźca pognał do stajni. Od tej pory mamy problemy z nim, bo przy każdym zagalopowaniu wierzga i ewidentnie chce się pozbyć jeźdźca. Nie znam powodu, ale nie jest to wina siodła, wędzidła, kręgosłupa. W każdym razie nie robi tego złośliwie - ewidentnie się boi. Jakby przy zagalopowaniu miało mu się coś stać. Wątpie żeby było to spowodowane karami jakie dostawał po zrzuceniu jeźdźca (tzn. b. mocny kontakt, łydka i kilka kółek galopem, podczas których nie wierzgał), ale może jednak? W każdym wypadku ja na nim nie jeżdżę - mój dosiad jest zbyt słaby, żeby to wysiedzieć (jest to krępy, zwinny i bardzo skoczny koń). Poza tym nie powiem, ale mam pewne lęki kiedy mam go dosiąść. Nie czuję się po prostu pewna i boje się, że coś schrzanię. Jeździ na nim mój kolega, który mimo że ma robić niedługo papiery instruktorskie (wiem, że to nie znaczy, że dobrze jeździ, ale wierzcie, że całkiem nieźle) czasami nie daje rady i spada. Ja wsiadłam na niego 6 razy i 3 razy spadłam. W tym dwa razy na oklep, kiedy to jechałam stępem (w sumie zdążyłam zrobić 2 m), a koń ruszył galopem i zaczął wierzgać.Nie mam pojęcia, czym to jest spowodowane. Pracuję z nim jak najczęściej. Jednak za żadne skarby nie moge zdobyć jego zaufania, a nigdy nie został przeze mnie uderzony czy coś w tym stylu. Zachowuje się naprawdę 'idealnie', ale to nic nie daje. Join upu spróbowałam raz, ale nie chciał mi zaufać. Miałam sytuację, kiedy koń poprzedniego dnia chodził jak złoto (praca z ziemi), a następnego stawał dęba ze strachu.To bardzo wrażliwy wałach. Odkupiłam go od pani i dowiedziałam się, że miał 5 właścicieli w swoim życiu. Wiem, że ma teraz rozchwianą psychikę i dlatego chcę mu pomóc, ale moje pomysły się wyczerpują. Poza tym koń jest niezwykle płochliwy. Boi się czasami parsknięcia koleżanki ze stajni, albo dźwięku upadania uwiązu czy szczotki. Pomóżcie, proszę. To się staje coraz bardziej niebezpieczne, a ja nie chcę wydawać go do handlarza. Chcę mu pomóc, ale nie wiem już jak.
jestemzlasu


Z opisu wynika, że zdecydowanie powinien zająć się nim ktoś doświadczony. Bo jak można przeczytać - ani nie wiecie w czym właściwie leży problem, ani jak sobie z sytuacją poradzić. I na podstawie tego tekstu też nikt sensownej rady nie da.


Zastanawia mnie jeden szczegół: "kara" po zrzuceniu jeźdźca. Rozumiem, że zrzucony jeździec zbierał się z ziemi, łapał konia, wsiadał i następnie wymierzał "karę"? Pomijając sensowność, myślisz, że koń był w stanie skojarzyć jedno z drugim? Od upadku mijało pewnie parę minut, żeby jakakolwiek kara miała sens powinna być zastosowana w ciągu 2-3 sekund. No i zastanawiałaś się czemu podczas tych karnych kółek koń nie brykał?
Drobna rada - skoro koń jest nieprzewidywalny, płochliwy, zrzuca jeźdźca, to może po prostu nie wsiadaj na niego na oklep?  (2014/03/25 23:08)

rumel


Z opisu sytuacji i zachowań konia wyłania się całkiem niemały zasób problemów.  Jeszcze jeden fakt jest nie do zlekceważenia - koń jest wrażliwy i w nowym stadzie jest od listopada - jeden już zapomni, że coś się zmieniło, inny - wręcz przeciwnie, szczególnie gdy taką zmianę traktuje jako pogorszenie swej pozycji. Wałachy /te zazwyczaj późno kastrowane/ miewają z tym szczególny problem. Generalnie konie wrażliwsze i bardziej impulsywne potrzebują więcej czasu. Ilość zmian i bodźców z tym związanych nie jest "na ich głowę". Zawsze warto nowemu koniowi poświęcić trochę więcej uwagi i czasu pracując na miarę jego możliwości i kondycji /zwłaszcza psychicznej/ - nie chodzi o pobłażliwość, ale dozowanie zakresu pracy.
Z własnego "podwórka" mam porównanie jak to jest z tym przystosowaniem. Jednemu wystarczył miesiąc, aby czuł się jak "u siebie" inny tęsknił /tak po końsku/ prawie rok. Jednak czas i prawidłowe podejście do problemów z jakimi koń się zmaga pozwalają nie tylko na zmianę zachowań, ale zyskanie zaufania. Szczególnie wielość właścicieli /których w żadnym razie o nic nie należy oskarżać ani podejrzewać/ powinna być sygnałem dla kolejnego opiekuna konia o tak niestabilnych zachowaniach. Każdy koń "z przeszłością" chce nam ją opowiedzieć pokazując to demonstracją określonych zachowań, ważne aby z tego "słuchania" wyciągać wnioski pozwalające na lesze funkcjonowanie nie tylko konia, ale i osób użytkujących go. Tu nie chodzi tylko o to, aby dobrze siedzieć w siodle i nie dać się zrzucić /choć to także/ ale przede wszystkim o skupienie się na problemach, ich źródle i odpowiedniej korekcie. (2014/03/26 14:59)

siwa77


Problem w tym, że przez cały okres zimowy (tj. od listopada do końca lutego) z koniem codziennie pracowałam. Z ziemi jest to cudowne zwierzę i naprawdę łagodne, jednak wczoraj na niego wsiedliśmy. Bynajmniej próbowaliśmy, bo po 15 minutach lonży jeździec próbował dosiąść konia, a ten zaczął wierzgać i gdyby nie kask chłopak by życie stracił. Kiedy go wreszcie złapaliśmy, przeszliśmy z nim pare kółek stępem (z ziemi) i powtórzyliśmy próbę, ale wystarczyło włożyć nogę w strzemię, a wałach zwiał, co jest w sumie lekko powiedziane.Objawy były takie same - koń przestraszony, jakby nie wiedział co się z nim dzieje. Nigdy nie mieliśmy jednak aż takich problemów - zawsze przy zagalopowaniu wierzgał, wczoraj nie dał się dosiąść. Przy tym przy siodłaniu i lonży nie było żadnych zakłóceń.Za tydzień ma przyjechac do niego pan - nie wiem co będzie, ale na pewno coś napiszę. Szkoda mi tego konia, naprawdę, ale już nie wiem, co mam robić. :/ (2014/03/27 18:28)

siwa77


Aha, i po drugiej próbie wzięliśmy go na spokojną lążę, żeby się zmęczył i odstresował. A co do wsiadania na oklep - był to luźny pomysł, żeby po prostu spróbować, bo a nóż by zadziałało :)  (2014/03/27 18:30)

jestemzlasu


Problem w tym, że twoja codzienna praca zakończyła się tak, że na konia nie da się wsiąść. Spróbuj wyciągnąć wnioski.


I na litość: BYNAJMNIEJ TO NIE PRZYNAJMNIEJ!!! Przynajmniej próbowaliśmy!
(2014/03/28 19:39)

Gorąca piątka