Nudne jazdy,co zrobić?

/ 8 odpowiedzi
Moim problemem na jazdach jest to,że nie robimy prawie nic.Przed moim pierwszym samodzielnym galopem miałam "fobię" i cieszyłam się,że nie muszę robić różnych "strasznych" rzeczy.Ale ostatnio zaczęło mi to przeszkadzać.Instruktor z którym zazwyczaj jeżdże nie robi zupełnie nic,żeby nas czegoś nauczyć.Od roku cały czas robimy to samo,mimo że nasze umiejętności,może powoli,ale jednak rosną.Robimy ciągle tylko wolty,półwolty,przekątne w stępie i w kłusie,jazdy "indywidualne" czyli rób ta co chce ta,z rzadka kłus-stój,stój-kłus,lub cofnięcia.Czasami mamy "zastępstwo" to jakieś drągi,może 40 kopertka...Ja wraz z koleżankami chcemy się zacząć uczyć czegoś nowego.Nie mówię,że "to co robiłyśmy do tej pory robimy już perfekcyjnie",bo tak nie jest,ale czy to znaczy że mamy robić tylko to?Owszem,jak będziemy ładnie i długo prosić to pozwoli np. spróbować galopu w półsiadzie lub skoczyć to czy to z kłusa.Ale czy nie powinno być tak,że instruktor mówi "a teraz zróbcie to,tamto,siamto,a ty robisz źle,masz to zrobić tak,a nie tak,musisz cośtam cośtam żeby było dobrze",a nie " (cisza)........ zrób woltę ......(cisza)". Ostatnio jak wybłagałyśmy o galop w półsiadzie,to było zupełnie bez komentarza,tyłkiem mi zaczęło zarzucać na boki a instruktor nic,zupełna cisza,tylko patrzy i nic nie mówi.I nie wiem co mam poprawić.Nie chodzi o to że instruktor nie ma wiedzy czy doświadczenia,bo ma i to duże,ale się nim nie dzieli.Nie zmienię stajni,bo jeżdżę w jedynej normalnej w okolicy,mimo że mam dość daleko.Nie zmienię instruktora,bo jest tylko
-Instruktor (aktualny)
-Pan Trener (może za 3 lata)
-Karolina (obiecała mi jazdy 2 mies. temu i nic)
-Tymczasowi zastępcy którzy prowadzą jazdy jak nikogo nie ma w stajni (czyli rzadko)
więc...Dodam,że tylko faworyzowani jeźdźcy mają urozmaicone jazdy przez co uczą się szybciej (no wiadomo,bo przecież są "najlepsi") a ja niestety do tego grona nie należę więc jazdy są jakie są.Co mam robić żeby nie żebrać o pełnowartościową jazdę a nie "siedzenie na koniu"?
Hrenna


Porozmawiaj z instruktorem i powiedz mu delikatnie i kulturalnie, że płacisz mu, żeby czegos Cię nauczył, a nie za to, że popatrzy jak jeździcie, że chcesz się rozwijać, mieć urozmaicone jazdy, itp. No w każdym bądź razie trzeba postawić sprawę jasno.Powodzenia :) (2014/11/14 21:13)

Wikusioweziowata


Zgadzam się w pełni z Hrenną.

Też miałam takie problemy, rozwiązały się one dopiero kiedy kupiłam własnego konia (sic!).

Instruktorzy nie uczyli mnie kompletnie niczego, behawioryzm konia, korelacja zwierzę-człowiek była nieporuszaną kwestią, jedynie popularne "dupoklepactwo", za przeproszeniem, uchroniło mnie od porzucenia jazdy konnej - bo miałam przynajmniej kontakt, jakikolwiek, z koniem. Zmieniałam stajnie jak rękawiczki, a jednak wszędzie było to samo - mieszkam na Warmii, niedaleko miasta wojewódzkiego...

Wszędzie pojawiają się "stajnie", "stadniny" (najpiękniejsze jest to, że reklamują się jako stadniny właśnie, a nie hodują koni, bądź rozmnażają je najtańszymi ogierami, bez papierów i chociażby przeciętnych wartości użytkowych/eksterierowych/interierowych itd., żeby tylko był źrebak, a główną ofertą tychże "stadnin" jest jazda konna...) oraz agroturystyki, gdzie, niestety, nie ma wykwalifikowanego personelu (tylko "pan Wiesiek" z sąsiedztwa, który jest "stajennym" bez elementarnej wiedzy dotyczącej trzymania koni oraz samozwańcze instruktorki, które na "patentach" skaczą przez przeszkody - na koniach kompletnie nieprzygotowanych, oraz same nie reprezentują chociażby podstawowego poziomu jeździectwa.)

Ponieważ jestem cholernie ambitna, dupoklepactwo zaczęło mnie najzwyczajniej wkurzać, żeby nie przesadzić ze słownictwem... Dlatego czytałam publikacje trenerów, książki, renomowane, filtrowałam wiedzę płynącą z tychże źródeł pisanych, co z tych porad itd. jest adekwatne do mojego poziomu jazdy. Zaczęłam sama realizować "plany treningowe", eksperymentować na jazdach (szczególnie jeśli chodzi o ustawienie mojego ciała, czyli, przykładowo, oprócz popularnej "pięty w dół", powtarzanej w kółko przez "instruktorkę" zaczęłam stosować tzw." palce do konia", coby noga lepiej przylegała do siodła oraz boków konia). Ze względu na budżet, jak na tamte czasy, nie było mnie najzwyczajniej stać na np. obóz jeździecki w renomowanej stajni/ośrodku jeździeckim, toteż radziłam sobie w ten sposób.

Po paru latach moja, jak i mojej mamy, sytuacja finansowa nieco się poprawiła. Zrobiłam znaczne postępy w jeździe, pomimo braku profesjonalisty/stki u boku, przez swoją, wręcz, zachłanność jeśli chodzi o wiedzę w teorii i praktyce. Następnie poznałam mojego teraźniejszego konia, Wikinga, na tą chwilę 8 letniego wałacha huculskiego. Ponieważ miałyśmy znaczny przypływ gotówki, zdecydowałyśmy się na kupno konia. Od tego momentu, gdzie się nie pojawiliśmy, wszyscy chcieli z nami pracować i mi nadskakiwali. Zdziwiło mnie to, bo przecież jeszcze parę tygodni wcześniej, na jazdach było tylko "wolta"... cisza... "Ty po wewnętrznej, kłus X po zewnętrznej, X galopuje"... cisza... A tu nagle ochy i achy "Super jeździsz, twój koń też jest świetny". Miłe słowa, no miłe, ale co to ma za znaczenie, jeśli mój 4 letni koń, po sezonie w rekreacji (co mimochodem wpłynęło destruktywnie na jego psychikę oraz motorykę), wlókł zad za sobą, praktycznie nosił mnie jak chciał, chyba, że miał dobry dzień i brak ochoty na droczenie się ze mną. Tak jakby to, że jeżdżę na własnym, a nie szkółkowym koniu, było wyznacznikiem mojego poziomu jeździectwa i jego wytrenowania.

Po parunastu miesiącach od kupna Wikinga nadarzyła się okazja na serię treningów z behawiorystą koni, który akurat przeniósł się w nasze strony. To on poprawił moje błędy, w pierwszej kolejności, po czym "wziął się" za mojego wierzchowca. Facet naprawdę ma pojęcie, bardzo przejrzyście tłumaczy i jeźdźcowi i koniowi, co i jak ma robić.

Dopiero po 3 roku jazdy konnej, zaczęłam naprawdę pracować z koniem, a nie tylko za przeproszeniem wozić tyłek. Teraz jeżdżę już w sumie 8 rok, przenieśliśmy się do innej stajni, gdzie najprawdopodobniej po paru szkoleniach, które mam do zaliczenia po maturze, sama stanę się instruktorką. Faktycznie, jest to stadnina, typowo hodowlana, ale wraz z właścicielką, moją, oraz mojej mamy, serdeczną przyjaciółką od lat, chcemy wspólnymi siłami przekształcić to w ośrodek jeździecki. Razem z Wikingiem jesteśmy tam najbardziej zgraną parę koń-jeździec, co jeszcze 6 lat temu było w sferze marzeń.

Oczywiście nie namawiam, do samowolnego urozmaicania sobie jazd, ale do dyskusji z instruktorem. Możliwe, że zwyczajna rutyna, albo niezadowolenie z pracy przesłania mu jego obowiązki, a on tego nie widzi - czasami zwykła rozmowa może dużo pomóc. Jeśli nie, to postaw sprawę jak mówi Hrenna. Nie za to płacisz, żeby się wkurzać i nudzić!!! (2014/11/17 10:47)

KochamPrerie


Na początku radze Ci z nim porozmawiać.:)

Jeśli nic to nie do to na Twoim miejscu zmieniłabym stajnię. Oczywiście na jakąś dobrą. A jeśli w tej poprzedniej miałabym ukochanego konia to bym go odwiedzała...:)

Pozdrawiam

 

(2014/11/17 13:28)

Dollfy


Dzięki,postaram się porozmawiać,przekonać,kulturalnie ale stanowczo,tak jak mówicie.To jest aktualnie jeden z moich najpowazniejszych problemówz,zwłaszcza że pewna dziewczyna która dwa lata temu jeździła mniej więcej na równi ze mną,zaczęła się podlizywać odpowiednim osobom a teraz w stajni chodzi z nosem wysoko w górze i dokucza innym "bo ja skacze 75 a wy nie". (2014/11/17 19:15)

Asia101


Ja zmieniłam stajnie,a wraz z tym zmienił się mój poziom, bo tam zamiast godziny jeździłam pół, bo instruktorce się więcej nie chciało, a już płacić musiałam normalnie... Chuba rozumiesz przekaz :) (2014/12/17 17:36)

Mojkondemona


Według mnie powinnaś zmienić natychmiastowo stajnie.Lub za instruktora na trenera.Znam pare takich przypadków.Na bank:Jest to stajnia baaaardzo typowo rekreacyjna."Instruktor" (który nic nie uczy xD ) jest młody.Siedzi a nie stoi na placu.Pali papierosa lub siedzi na tel.Na banktak jest u cb.Porozmawiaj z mamą jeżeli nie morzesz sie przenieść do bardziej profes. Stajni. By na niego najrzyczała że kasa w błoto leci.I powiedz ze oczekujesz sportowego treningu (2014/12/29 11:36)

misio


Ja mam inne jazdy na których wcale nie jest nudno ale jeżeli ci się nudzi to może jedz od czasu do czasu w teren no i powiec instruktorowi że chcesz mieć inne jazdy na kturych się czegoś więcej nauczysz. (2015/01/02 11:08)

Dollfy


Mojkondemona prawie trafiłaś.Instruktor jest stary,pracował w policji konnej,siedzi na tel,ale nie pali,tylko...medytuje...Jak sprzątałam siodlarnie to znalazłam kamienie z ujeżdżalni z którymi rzekomo medytował...

Tak,rodzice już planują wielką aferę,ale to działa tylko na jedną jazdę,później jest to samo...

No cóż,zależy mi na pełnowartościowej nauce,ale od razu trening SPORTOWY ???
Zawsze myślałam że treningi sportowe się ma jak coś się już umie...
A nie tak że ledwo sie galopuje i ledwo skacze (tylko z kłusa,skakania z galopu nawet nie umiem sobie wyobrazić,to musi być baaaaardzo skomplikowane) i już od razu jakiś wielce sport.

Treningu sportowego też sobie nie mogę wyobrazić,chociaż raz widziałam...Przejeżdżałam obok riding club niedaleko katowic przyklejona do szyby samochodu "co oni nam robią ci profesjonaliści???"

Boże,raz tam pojechałam z mamą zapytać o jazdę.Hehe,wyśmiali mnie jak usłyszeli że nie galopuję...Do tej pory się wstydzę że w ogóle tam pojechałam i śmiałam zapytać,taka moja paranoja.Ale to była pierwsza stajnia w której widziałam prawdziwy czworobok,pewnie dla tego,że w mojej okolicy są takie ledwo co rekreacyjne,choć i tak jeżdżę w tej najbardziej sportowej z nich,reszta jest jeszcze gorsza.

Na fb z koleżankami zrobiłyśmy sobie forum,na które wrzucamy jakieś ważne wiadomości które mogą nam pomóc w jeździe,ale ile można się nauczyć z teorii,a ile z praktyki... (2015/01/02 17:50)

Gorąca piątka