Poczatkujacy jezdziec - kilka pytan

/ 7 odpowiedzi
Witam wszystkich :)

Jestem poczatkujacym jezdzcem - w sumie mam mniej niz 100 godzin jazd rekreacyjnych (lekcje/ jazda na padoku/ teren).

Znajomy ma stajnie nierekreacyjna, zajmuje sie hodowla koni, niektore wystawia do wyscigow. Ma rowniez kilka koni dla gosci, ktorzy z kolei sa tam przewaznie w dni wolne (w niedziele/ swieta). Z tego co widzialam malo kto umie jezdzic poprawnie (jesli juz to tylko step i galop w pozycji "na jokeja" ;)), w przypadku osob, ktore siedza na koniu po raz pierwszy to po prostu jazdy na koniu stepem i kon sobie chodzi jak chce i w ktora strone chce (po ogrodzonym padoku). Padok jest bardzo duzy, ale nie jest rowny: gdzies w polowie zaczyna sie zejscie w dol (raczej lekko strome). Konie sa przyzwyczajone, ze gdy dojda do konca i zaczyna sie spowrotem wejscie pod gorke, to same zaczynaja przyspieszac do klusu, by za chwile przejsc w galop. I tu moje pierwsze pytanie, czy taki padok jest dobry dla konia, czy powinien miec rowna powierzchnie?
Ja z kolei dostalam "wlasnego" konia (klacz, arab), na ktorym bede jezdzic i opiekowac sie, jak tylko bede w stajni (niestety z powodu odleglosci i braku czasu bedzie to raptem raz w tygodniu, caly dzien).

Moj kon, mam wrazenie, zarowno przyspiesza jak i zwalnia automatycznie, raczej z przyzwyczajenia, bo robi to zawsze w tych samych miejscach na padoku, mnie przy tym "slucha" mniej i mam problemy ze zwolnieniem tempa i zatrzymaniem go tzn. musze mocniej pociagnac, przy delikatniejszych ruchach nie reaguje i idzie/ biegnie dalej. Jak powinnam go zatrzymywac, jak powinnam z nim cwiczyc? Nie chce go ciagac, bo jest bardzo miekki w pysku, momentalnie reaguje na najmniejszy ruch wodzy przy zmianie kierunku, wiec na pewno czuje mocniejsze ciagniecie, a byc moze i bol? Chcialabym z nim rowniez pocwiczyc klus, bo malo klusuje pod siodlem - czy to dobry pomysl, czy nie ma znaczenia, ze malo klusuje? Stadnina posiada rowniez duzo mniejszy, rowny padok, moze tam powinnam z nim najpierw trenowac, a dopiero potem przejsc na duzy? 

Chcialabym przede wszystkim tego konia zrozumiec i jakos mu urozmaicic jazdy.

Jeszcze jedno: jeden z koni w tej stajni pozwala mi sie glaskac, siodlac itp. ale gdy tylko na niego wsiade i "wypycham", to zaczyna sie dziwnie zachowywac: lekko bryka, cofa sie i zachowuje sie tak jakby chcial mnie za chwile zrzucic. Wsiadalam na niego kilka razy, ale za kazdym razem bylo to samo. Za kazdym razem zsiadalam, gdy tylko zaczynal brykac czyli praktycznie od razu. Problemu nie ma, gdy po prostu siedze, ale zaczyna sie, gdy przyloze lydke i wypycham biodrami. 2 inne osoby wsiadaly na niego przy mnie i kon chodzil bez problemu, zreszt to kon bezproblemowy, dla gosci :) Czy wiecie z czego moze takie zachowanie wynikac?

Z gory dziekuje za odpowiedzi i pozdrawiam.
Honeonna


Rzecz pierwsza-przepraszam za bardzo długi post. :)
Rzecz kolejna-nie Twoim obowiązkiem jest szkolenie koni, na których masz się uczyć. Dla Ciebie najlepiej by było jeździć pod okiem instruktora, który odpowiedziałby Ci na wszystkie te pytania, zanim zdążyłabyś je zadać. Bujając się sama na problematycznym koniu dużo się nie nauczysz, a możesz utrwalić złe nawyki, już nie mówiąc o tym, czy będziesz się czuła bezpiecznie. Ja Cię zachęcam do sprawdzenia opcji jazdy z ziemi z kimś, kto ma jakieś pojęcie o pojęciu i konia, który nie sprawia szczególnych trudności. Jazda samemu na tym etapie może Cię nauczyć skuteczności, zaradności w trudnych sytuacjach, ale nie pomoże Ci pójść dalej. Samemu się nie odkryje, jak pewne rzeczy zrobić dobrze. 

Jeśli chodzi o spadek terenu, to na pastwisku coś takiego jest w porządku i ok, natomiast na placu do jazdy może sprawiać problemy. Zejście ze zbocza samo prowokuje do przyspieszenia i "stoczenia" się w dół, a wejście jest też łatwiejsze szybszym tempem. Tutaj dodatkowo dochodzi przyzwyczajenie. Oceniając przez neta problem może być podstawowy i najczęstszy, to znaczy koń nie widzi powodu, żeby Cię słuchać, zwłaszcza jeśli normalnie jeżdżą na nim ludzie, którzy w sumie niczego od niego nie chcą i nie interesuje ich, co koń robi i jak. To może oznaczać, że sam koń nie wie, co ma robić i nie potrafi zbyt wiele. Mogłoby pomóc częste wykonywanie przejść, zmian kierunku, kół, zatrzymań, tak, żeby koń musiał w każdej chwili zwracać uwagę na to, co robisz i zauważył, że nie siedzisz na nim dla ozdoby. Po prawidłowej reakcji jakaś nagroda się należy, ale najpierw trzeba do tej reakcji doprowadzić. Praca w kłusie jest na pewno dobrym pomysłem, zmiana placu na mniejszy też w zależności od dokładnych warunków może się okazać pomocna. To nie są jednak rzeczy, z którymi powinnaś być zostawiona sama, to się może rozrosnąć w cały wielki plan naprawczy dla konia. 
Jeśli chodzi o sposób zatrzymania się, to nigdy nie ciągniemy za wodze do tyłu. Skręcanie albo zatrzymywanie wodzami jest jak sterowanie tratwą, wiosłując jedną ręką-niby jakoś się zatrzymujesz, niby jakoś skręcasz, ale mało w tym kontroli i precyzji, a więcej walki o to, żeby w jakikolwiek sposób dać radę. Koń zadziera głowę, zwala się ciężarem na przód i toczy się kilka metrów, zamiast się zatrzymać, a w miejsce ładnego zakrętu tam, gdzie chcesz, dostajesz jakiś dziwny drift albo wręcz konia idącego z wygiętą szyją w tym samym kierunku, co wcześniej. Najważniejsze w zatrzymaniu i przejściu do niższego chodu jest działanie dosiadu i łydek, dąży się do tego, żeby wodze miały znaczenie "kosmetyczne". W zatrzymaniu działasz dosiadem (przestajesz podążać za ruchem konia, trochę go blokujesz), trochę łydkami (na tyle, żeby koń nie rozwlókł się, nie zostawił tylnych nóg za sobą) i dodajesz przytrzymanie wodzy-nie ciągniesz do tyłu, tylko przestajesz je lekko oddawać w miarę ruchów głowy konia. Trzymasz je napięte na tyle, żeby koń czuł "NIE." dla ruchu do przodu, ale nie ciągniesz. Są konie działające na "kopnij-pociągnij", ale one są do poprawki, a nie dawania względnym świeżakom do jazdy. :) Jeśli będziesz musiała działać w ten sposób, żeby uzyskać reakcję, wejdzie Ci to w nawyk i trudno będzie przestawić się na delikatniejsze pomoce. 
Na awaryjne zwolnienie konia z szybszego chodu można polecić jazdę po stopniowo zmniejszanym kole-nie prowokuje do napędzenia się tak jak długa prosta i naturalnie sprawia, że koń trochę zwalnia, co w połączeniu z pomocami zwykle pozwala wrócić do normalnego tempa (zbyt małe koła na stromym zboczu mogą jednak nie być dobrym pomysłem). W kłusie w wielu przypadkach działa anglezowanie w rytmie nieco wolniejszym niż sugerowany przez konia, który wtedy często dostosowuje szybkość kroków do rytmu jeźdźca, bo tak mu jest po prostu wygodniej. Pomaga też przeniesienie ciężaru ciała do tyłu, ale z tym trzeba uważać, żeby nie odchylać się do tego stopnia, że tak naprawdę zacznie się wypychać konia spod siebie. Jeśli jednak problem jest poważny albo nie czujesz się na tym koniu bezpiecznie, to pamiętaj, że nie masz żadnego obowiązku sama tego robić. Co innego koń sprawiający pewne problemy, co innego koń, na którym boisz się o swoje zdrowie.
Co do ostatniej kwestii-jeśli koń już kilka razy pod Tobą bryknął, a Ty zsiadłaś, to z tego każde rozgarnięte zwierzę wyciągnie wniosek, że wystarczy pobrykać, żeby nie musieć czegoś robić. Może to mieć wiele powodów, włącznie z Twoimi złymi pomocami, włącznie z tym, że koń chodzi tylko na określone "guziki", które inni jeźdźcy lepiej znają, włącznie z tym, że tak naprawdę koniowi dzieje się coś niedobrego i włącznie z jeszcze setką innych opcji. Przez neta można się czegoś domyślać, ale co się dokładnie dzieje i co trzeba zrobić, może ocenić tylko ktoś widzący Cię na miejscu. Jeszcze raz zachęcam, żeby poszukać instruktora, bo my sobie możemy na forum pisać, co robić, ale tak naprawdę nikt nie wie, w czym problem, czy dasz radę go rozwiązać, na jakim poziomie tak naprawdę jeździsz i tak dalej. Dlatego mój post też radzę potraktować bardziej jako jedną z możliwych opcji, a nie gotowe rozwiązanie. Może się równie dobrze okazać, że jedyne, co możesz zrobić w tej sytuacji to poprosić o pomoc. I serio, jazda z instruktorem po prostu daje więcej, tak samo jak koń, który sam nie sprawia problemów. :)  (2015/11/29 19:56)

Alexa


Honneonna, dlugie posty nie sa mi straszne, a juz szczegolnie gdy znajde w nich odpowiedz na pytania, wiec bardzo Ci dziekuje :)

W poprzednim poscie nie napisalam istotnej rzeczy: ja caly czas jezdze pod okiem instruktora, tylko w innej stajni (szkolce). Stajnia znajomego to nie szkolka, wiec niczego tam sie nie naucze (jesli chodzi o jazde). Moge za to cwiczyc i utrwalac to, co robilam na lekcji z instruktorem i pracowac w stajni przy koniach, bo w szkolce takiej mozliwosci nie mam.
Nierowny padok jest czescia pastwiska, bo jak mowilam, stajnia nie prowadzi lekcji, tylko ma kilka koni dla gosci. Jazda wyglada dokladnie tak jak napisalas: konie tych ludzi po prostu woza.

"Moj" kon pieknie reaguje na zmiane kierunku, jest niesamowicie miekki w pysku, najdelikatniejszy ruch wodza starczy, probuje co prawda zmieniac kierunek w trakcie jazdy, ale reaguje na kazde od razu na kazde "przypomnienie". Problem natomiast jest z przyspieszeniem i zwolnieniem, bo robi to automatycznie i w momencie, gdy mu to odpowiada. Planuje wziac go na poczatek na maly rowny padok i na poczatku cwiczyc z nim na razie step (bo tez ciezko go "wypchnac") i zatrzymanie, a dopiero potem przejsc do reszty. Myslalam tez o tym, by prowadzic go w reku i nauczyc komend glosowych (cmokniecie i start + nagroda i "prr" i zatrzymanie + nagroda). Czy to dobry pomysl, czy polecilabys cos innego? Podejrzewam, ze kon po prostu odzwyczail sie chodzic po jezdzcem, ktory faktycznie jezdzi, a nie sie wozi. Wlasciciel sam sie tym nie zajmie, bo konie sa bardzo grzeczne i spokojne i dla gosci nie potrafiacych jezdzic w sam raz. Ja  chcialabym popracowac nad nim dla samej siebie, aby nauczycz sie czegos nowego i przez to jezdzic lepiej.

Pisalas, ze zejscie ze zbocza jest latwiejsze szybszym tempem. Tutaj jest na odwrot - konie schodza stepem, niechetnie przyspieszaja, wiec i ja nie zmuszalam bojac sie, ze moze to im zaszkodzic. Czy dobrze rozumiem, ze moge zjechac ze zbocza klusem, czy galopem?

Co do konia, ktory mnie nie chcial: nie jestem na tyle doswiadczona, a przez to odwazna, by na tym koniu zostac, wiec wolalam odpuscic. Kon spokojnie reagowal i wozil gosci, ktorzy siedzieli na koniu po raz drugi w zyciu, mi nie pozwalal sie wozic. Zaczynal brykac przy najmniejszej probie przylozenia lydek i wypchniecia go do stepu. Cofal sie od razu w ogole nie patrzac co jest za nim, mialam wrazenie, ze byl zaniepokojony, nie wiedzial co sie dzieje. Mam nadzieje, ze bede umiala jezdzic na tyle, by i nad nim popracowac, ale na pewno nie teraz :)

Pozdrawiam (2015/11/30 11:39)

Honeonna


Jeśli chodzi o brykający egzemplarz, to w takiej sytuacji tylko pogratulować postawy. :) Nie ma sensu pchać się na takiego konia, jeśli czujesz, że możesz sobie nie poradzić, bo ani to przyjemne, ani bezpieczne, ani nawet konieczne, a kształcące też raczej pół na pół. 
Dobrze, że jeździsz normalnie z instruktorem. Najgorzej jest, jak ktoś jeździ "za stodołą" zupełnie samopas i zaczyna wymyślać swoje sposoby na wszystko, Ty masz chociaż szansę się dowiedzieć, jak to powinno wyglądać. Dalej mogą powstać złe nawyki i dalej instruktor więcej daje niż jazda samemu, ale przynajmniej masz kogoś, kto ogólnie Ci pomoże się rozwijać w (miejmy nadzieję) dobrą stronę i dopilnuje, aby z Tobą było wszystko na tyle w porządku, żeby Twoje własne pomoce nie wywoływały jakichś problemów. Warto poprosić o zwrócenie uwagi zwłaszcza na podstawy podstaw-zatrzymywanie, ruszanie, zakręty, bo na pewnym poziomie to jest po prostu anatomia i fizyka, wszystko jest tak proste i logiczne, że prawidłowo wykonane powinno być w stanie wywołać reakcję nawet u niezbyt dobrze zrobionego konia. 
Przechodząc do zwierza:nauczenie komend głosowych czasami może pomóc odzyskać nad nim trochę kontroli, dobrym pomysłem jest też przepracowanie wszystkiego najpierw w stępie. Dodatkowa korzyść-koń zauważy już z ziemi, że w sumie należałoby Cię słuchać. Pamiętaj jednak, że ważnym czynnikiem jest regularność pracy, przyjeżdżając raz w tygodniu pewnie osiągniesz jakieś efekty, ale na zauważalną zmianę może być potrzebne więcej czasu, zwłaszcza jeśli osoby na co dzień przebywające z koniem wcale nie uczą go niczego dobrego. No chyba że koń po prostu coś umie, ale Cię olewa, wtedy oświecenie czasami przychodzi bardzo szybko. ;) Utrwalenie nowego podejścia też jednak trochę trwa. 
Co do zbocza-że tak filozoficznie odpowiem, nie powinniśmy robić tego, co łatwe, ale to, co właściwe. :) Konie często maja tendencję do przyspieszania podczas jazdy w dół, tak jak człowiek idący z górki. Te ze słabszą równowagą pod jeźdźcem, jeśli im się nie wskaże lepszego sposobu, czasami zaczynają się wręcz "staczać" w dół zbocza, mimowolnie nabierają prędkości, mogą tylko coraz szybciej stawiać kolejne kroki tak, żeby się nie przewrócić i dopiero na dole wyhamowują. Ideałem by było móc jeździć pod górkę i z górki w tym samym rytmie, co na płaskim i bez zmiany prędkości. Na górki jako takie, ogólnie rzecz biorąc, da się wjeżdżać i z nich zjeżdżać dowolnym chodem, ale trzeba to dopasować do umiejętności konia i konkretnego wzniesienia-wszystko musi być bezpiecznie, pod kontrolą i nie na złamanie karku, nikt nie chce, żeby w połowie zjazdu to się przerodziło w paniczną galopadę przed siebie z hamowaniem na płocie. Nie wiem, jaki jest u Ciebie spadek terenu, czy jest tam ślisko, czy koń przy próbie zjechania kłusem albo galopem nie napędzi się tak, że nie będzie mógł/chciał się zatrzymać i na czym wtedy mógłby wyhamować, więc nie powiem Ci na pewno "tak, możesz/nie, nie możesz". Najwyżej tak ogólnie-że w sprzyjających warunkach można, jak się to robi z głową, chociaż najczęściej zjeżdża się stępem, bo to jest po prostu najbezpieczniejsza, najbardziej uniwersalna wersja. Koń nie wygląda na mającego za dobrą równowagę, więc zejście kłusem bez przyspieszania może być dla niego trudne, ale też nie trzeba od razu jeździć od samej góry na sam dół-na krótszym albo najmniej stromym odcinku może być koniowi łatwiej utrzymać kontrolę. Jeśli jednak widzisz i czujesz, że koń idzie wolno, bo inaczej się nie da, to lepiej się przeprowadzić na równy plac zamiast ciągle zwalniać albo ryzykować, że koń poleci w dół.
Generalnie może się okazać, że chcesz prawie ujeździć konia od nowa. Nie jest to wcale banalne zadanie, zwłaszcza jak chce się to zrobić dobrze, więc jeśli poczujesz, że jednak sprawa jest poważniejsza, to warto pomyśleć, na ile tak naprawdę jesteś w stanie coś zrobić, a na ile sama jeszcze powinnaś się uczyć. Także jeśli jednak stwierdzisz, że to za wiele, to lepiej zwrócić się o pomoc albo po prostu pogodzić z tym, że może lepiej odpuścić, zwłaszcza jeśli właściciel będzie mimowolnie sabotował Twoje wysiłki, już nie mówiąc o wsparciu. :) To tak żeby nikt tu nie odniósł wrażenia, że całym sercem popieram radzenie komuś przez neta, jak nauczyć słabo ujeżdżonego konia skakania dwumetrówek z pasażu. Wierzę jeszcze trochę w ludzki rozsądek mówiący nam, co jesteśmy w stanie zrobić, a czego nie. :)  (2015/11/30 17:22)

Alexa


Honeonna, dziekuje Ci bardzo :) (2015/11/30 18:54)

MalwinaL


Co się tyczy brykającego konia: powinnaś zastanowić się nad tym, czy nie sprawiasz mu dyskomfortu. Nie powinno się zwierzęcia "wypychać" biodrami, żeby szedł do przodu, ale zachęcać go do energicznego ruchu poprzez aktywną pracę łydek. (2017/04/05 19:16)

tomenicus


Alexa, też miałem problem z koniem, który pode mną dreptał, cofał się, aż przykucał ! a pod innymi nie. Wreszczie okazało się, że po prostu dla Panamy... byłem za ciężki (90 kg, ale przy 188cm to nie wstyd XD). Co do Twojej Arabki to zazdrość bierze. Czytałem, że Araby zawsze bardzo reagują na wodze, że lepiej kierować nimi samymi łydkami XD, a wodze Baaardzo delikatnie. (2017/04/19 19:22)

MalwinaL


I jeszcze jedno: jeśli zchodzisz z konia, gdy tylko ten zaczyna wierzgać, uczysz go, że wierzganie = chwila odpoczynku. (2017/04/22 19:06)