trauma...

/ 10 odpowiedzi
Jeździłam w innej stadninie niż dzisiaj...Instruktorka chwaliła mnie a ja wiedziałam że wszystko robię źle...W ćwiczebnym tłukłam tyłkiem o siodło,w półsiadzie w kłusie nie mogłam złapać równowagi.Instruktorka w tym stanie brała mnie na galop.Siodło miało z przodu wpięty w łęk pasek,którego się trzymałam podczas galopu...Zmieniłam stajnię i po paru lekcjach zaczęłam jeździć najlepiej z koleżanek z którymi brałam lekcje.Nowa Instruktorka wzięła mnię na galop...siodło nie miało paska w przednim łęku...po paru okrążeniach konik skręcił do środka,robił coraz mniejsze kółka....noga wypadła mi ze strzemienia,ręce ześlizgnęły mi się z siodła.nie muszę mówić co było dalej.poruszanie nogami trochę bolało.kiedy ból nóg przeszedł,zaczęły mnie boleć płuca.przez dwa tygodnie nie ćwiczyłam na wf-ie.kiedy przyszedł czas na następną lekcję jazdy,zaczął mnię ze stresu boleć brzuch.przed jazdą zaczęło mi się mienić przed oczami.kiedy zaczęłyśmy kłusować omal nie wpadłam w panikę.bardzo się bałam,że koń się spłoszy i wyrwie galopem,mimo tego że był bardzo spokojny.Po miesiącu pan wziął mnię na galop.popłakałam się.zamieniliśmy się z kolegą końmi.koń był na ląży.po paru koszmarnych kółkach nagle złapałam rytm.rozluźniłam palce na siodle.Przed następną lekcją stres znowu mnię zżerał od środka.Przy czyczczeniu koń wystraszył się nie wiem czego i odsadził.nic mu się nie stało,ale ja się przeraziłam.wybiegłam ze stajni.płakałam i bolał mnię brzuch.myślałam że zwymiotuję.po chwili wróciłam.Jazda zawsze jest cudowna a pod koniec lekcji jestem gotowa zaufać koniowi.Ekscytuję się jak było super.A na następnej lekcji znów stres i płacz,a potem szczęście i zaufanie.kompletne przeciwieństwa.Co robić?Jak uwolnić się od strachu?Dodam że jeżdżę cały czas na koniu o imieniu Horn,którego kocham nade wszystko,ale trochę się go boję.Jest posłuszny,ale to szybki koń,który lubi przyspieszać.Z niego spadłam.Nie chcę jeździć na innych koniach,bo tylko tego kocham.Ale nie chcę się bać.Co za ironia losu.
sarucha 10


Porozmawiaj o tym z instruktorką. Czas zmienić konia na takiego, który jest spokojniejszy i zacząć jeździć na lonży. Tutaj trzeba zaczęć od podstaw. (2013/12/17 14:08)

izapyza


Napisz , jak czesto jezdzisz? Ja z reguly jak jezdziałm raz w tygodniu albo rzadziej, to tez sie stresowałam kazda jazda, czesto na nawet względnie spokojnych koniach. Za to zupełnie mi to mija kiedy wsiadam przynajmniej te dwa razy w tygodniu. Raz, ze dosiad znacznie lepszy i juz od tego cżłowiek sie czuje pewnie, dwa- do jazdy tez sie psychicznie trzeba przyzwyczaic. No i wiadomo, ze na poczatek koń spokojny a nie nerwus (2013/12/17 16:19)

Dollfy


joanna-preus,mam 12 lat...izapyza,jeżdżę 2 razy w tyg...Instruktor mówi że dosiad miałam koszmarny,ale teraz się poprawiłam i że mój dosiad jest nawet ok...Koń jest spokojny tylko po prostu ma szybkie chody,a ja na początku lekcji trzęsę się ze strachu mimo że koń prawie przysypia,a pod koniec lekcji naprawdę ufam konikowi...Poza tym NIE UMIEM się dogadać z żadnym innym koniem,tylko z Hornem.Po prostu jak mam jechać na jakimś innym koniu bo np. Horn nie może to jest tak,że koń mnie nie słucha,nie chce się ruszyć,mimo że jest uważany za najbardziej posłusznego w stajni...A na Hornie to jest tak,że nie mu miętoszę boków łydkami,nie siłuję się z nim żeby zrobił to co chcę,a palcat jest tylko do ozdoby...I w dodatku gdybym mogła częściej jeździć to na 100% bym jeździła,mimo tego strachu...I dodam że pod koniec lekcji nie boję się wcale,i czuję więź z koniem...Może niektórzy ludzie którzy tego nie czuli nie zrozumieją,ale niech też nie mówią że pletę głupstwa o miłości do szkółkowego konia,który nie jest ani jakiś nie wiadomo jak zdolny ani nie jest arabem za 10 milionów... (2013/12/17 18:30)

Aneczka80


Ja tez polubilam pewnego konika i przez ok pol roku prawie codziennie chodzilam do stajni zeby go sobie czyscic, jezdzic (zadko), i ogolnie przebywac z nim. Ale niestety to byl konik prywatny i jak juz zdazylam go bardzo polubic i sie zgrywac w czasie jazdy to niestety wlascicielka powiedziala ze niema juz czasu mnie uczyc jazdy na nim. Teraz tylko wspominam go na zdjeciach ;( Od niedawna ucze sie jezdzic gdzies indziej i od nowa zdobywac zaufanie do innego konika. (2013/12/18 08:43)

siskiss


joanna-preus,mam 12 lat...izapyza,jeżdżę 2 razy w tyg...Instruktor mówi że dosiad miałam koszmarny,ale teraz się poprawiłam i że mój dosiad jest nawet ok...Koń jest spokojny tylko po prostu ma szybkie chody,a ja na początku lekcji trzęsę się ze strachu mimo że koń prawie przysypia,a pod koniec lekcji naprawdę ufam konikowi...Poza tym NIE UMIEM się dogadać z żadnym innym koniem,tylko z Hornem.Po prostu jak mam jechać na jakimś innym koniu bo np. Horn nie może to jest tak,że koń mnie nie słucha,nie chce się ruszyć,mimo że jest uważany za najbardziej posłusznego w stajni...A na Hornie to jest tak,że nie mu miętoszę boków łydkami,nie siłuję się z nim żeby zrobił to co chcę,a palcat jest tylko do ozdoby...I w dodatku gdybym mogła częściej jeździć to na 100% bym jeździła,mimo tego strachu...I dodam że pod koniec lekcji nie boję się wcale,i czuję więź z koniem...Może niektórzy ludzie którzy tego nie czuli nie zrozumieją,ale niech też nie mówią że pletę głupstwa o miłości do szkółkowego konia,który nie jest ani jakiś nie wiadomo jak zdolny ani nie jest arabem za 10 milionów...



z całym szacunkiem, ale to widać, że masz te 12 lat... zachwiana emocjonalnie, myśląca dziecinnie o koniach osoba. Jak najbardziej to rozumiem, że lubisz konia szkółkowego. Sama mam ulubieńca, ale jeżdżę na nim rzadko. Zwróć uwagę na to, że nie masz własnego konia, że Heron nie jest Twoim prywatnym koniem. Musisz jeździć na różnych koniach, bo kiedyś Herona sprzedadzą, albo gorzej- zdechnie- i co wtedy zrobisz ? Nie będziesz jeździć, bo się boisz i ogarnia Cię strach ? Musisz to przełamać, niestety zdarzy się kiedyś tak, że wsiądziesz na konia, nad którym nie będziesz potrafiła zapanować i spadniesz. Odnośnie traumy. Kiedyś spadłam z konia, jechałam na oklep (było to rok temu) i miałam traumę. Objawiała się ona w taki sposób, że jak tylko miałam kłusować bez strzemion wpadałam w panikę, traciłam rytm, rzucałam się jak worek kartofli na grzbiecie konia i przeraźliwie chwytałam się siodła, przy szybszym kroku zatrzymywałam konia, bo od razu widziałam w głowie jak upadam. Wiesz jak to opanowałam ? Jazdy - to jest jedyne wyjście. To wszystko siedzi w psychice, a tą trzeba w takim przypadku pokonać ;) To będzie trudne i ja o tym wiem. A powiedz mi rozważałaś może przerwę w jazdach na pewien czas ? Ja tego nie potrzebowałam, ale Tobie może to bardziej pomoże niż walka z samą sobą ? I jeszcze jedno, nie płacz, kontakt z końmi musi się opierać na równowadze psychicznej, a nie na strachu do zwierzęcia. I bardzo ważne jeździj na różnych koniach, każdy nauczy Cię czegoś innego i nowego.
Mam nadzieję, że pomogłam i z całego serca życzę powodzenia ! :D (2013/12/18 16:24)

Dollfy


Horn,nie Heron,Horn (-: ...Rozważałam przerwę,ale kiedy przyszedł dzień w którym zwykle jeżdżę,nie wytrzymałam.Umówiłam się i pojechałam.Dodam,że sama się czasami śmieję z mojego podejścia do koni,zwłaszcza z tego,że czasami łapię się na tym że mówię "mój Horn",a potem muszę tłumaczyć że nie jest mój...Zwłaszcza żenujące jest to,że kupiłam mu na święta nowy kantar...A co do jazdy na innych koniach,na początku mojego zainteresowania jazdą konną jeździłam w 5 czy 6 stajniach,nie mogłam zdecydować w której jeździć,więc jeździłam na wielu innych koniach...A szczerze mówiąc,jeżeli zdecydują się go sprzedać,jestem gotowa zapłacić każde pieniądze na jego odkupienie od stajni i utrzymanie.Oczywiście wiem,tak,nie powinnam kupować konia,jestem niedoświadczona,ale szansa że go sprzedadzą jest 1/10000000 więc cóż...A strasznie stary nie jest bo ma z 10 lat i jeszcze troche pożyje...Chyba że coś mu się stanie nie daj Boże... (2013/12/18 17:52)

siskiss


A szczerze mówiąc,jeżeli zdecydują się go sprzedać,jestem gotowa zapłacić każde pieniądze na jego odkupienie od stajni i utrzymanie.Oczywiście wiem,tak,nie powinnam kupować konia,jestem niedoświadczona,


to, że jesteś niedoświadczona to też fakt, ale po 1 i najważniejsze, koń - strata forsy. A 12-nasto latka tyle pieniędzy nie ma ;) Chyba, że masz bogatą rodzinę. (2013/12/18 18:44)

Dollfy


No ja sama tyle oszczędności nie mam,ale dorośli przecież zarabiają...(-: (2013/12/18 19:38)

Honeonna


I dlatego znają wartość pieniędzy, wiedzą, jak trudno je zarobić i jak szybko się rozchodzą. I wiedzą, że nawet jeśli znajdą tych 10-15 tysięcy na kupienie i zbadanie jako takiego konia i jeszcze połowę tego na sprzęt, to niekoniecznie da się wyczarować znikąd dodatkowe co najmniej 800-1000 złotych co miesiąc przez jakieś kilkanaście, dwadzieścia lat. Nie wspomnę już o tym, żeby mieć zawsze na koncie przynajmniej kilkaset złotych na niespodziewane wypadki. Koń może najeść się nie takiej trawy jak trzeba i mało od tego nie umrzeć, a weterynarz w takiej sytuacji kosztuje od 500 zł wzwyż. Jeśli stan kopytnego nie poprawi się szybko, dopisz sobie jedno zero. Jeśli będzie trudnym przypadkiem, to jeszcze jedynkę z przodu. Nie wspominam już o tym, że jeśli Twoi rodzice nie mają doświadczenia z końmi, to nie wezmą sobie na głowę odpowiedzialności za wielkie, drogie, niebezpieczne, a przy tym łatwe do uszkodzenia zwierzę. Pies, kot, to też odpowiedzialność, ale w innej skali.

Ja też miałam straszne przeżycia podobne do Twoich, też miałam mojego ulubionego konia i nawet dowiadywałam się, ile mógłby kosztować, a po nocach obmyślałam żałosne żałobne poematy, kiedy musiałam zmienić stajnię, ale teraz widzę to inaczej i naprawdę CIESZĘ się, że moi rodzice byli mądrzejsi ode mnie. Dzięki nim nie dostałam konia, z którym nie wiedziałabym, co zrobić, dla którego mimo najlepszych chęci nie miałabym czasu, który po jakimś czasie okazałby się dla mnie nieodpowiedni i którego pewnie z bólem serca musiałabym sprzedać, jeśli rozważałabym poważnie np. studiowanie za granicą. Nie mówię już o kwestii finansowej. Pewnie, mogłabym roznosić ulotki i jeść tylko chleb z pasztetem (sojowym!), żeby zaoszczędzić, ale nie oszukujmy się- co by to dało? (2013/12/19 22:11)