Upadły jeździec, czyli o zaliczeniu gleby

/ 4 odpowiedzi
Kiedy wsiadłem sobie w niedielę rano na BIrmę miało być jak zwykle, czyli rozgrzewka w siodle, a potem  jazda. i było z antraktem na żywiołowy kontakt czterech liter z glebą;-). Kiedy się rozciągałem stojąc w stremionach sfrunęły sobie ptaszki z gałęzi, na co BIrma uskoczyła w bok, a ja zostałem w miejscu. za chwilę jednak grawitacja przypomniała sobie o mnie i dołożyła swoje. Czyli dyletanctwo, rutyna i brak elementarnej uwagi co sie robi w siodle... cenna lekcja.
Podobno jazdy dzielą się na te przed i po pierwszym upadku. A jak to było u was? Łączę się w bólu (już przechodzi...)
MalwinaL


Tyle już przeżyłam upadków, że większości, niestety, nie pamiętam. Mam jednak parę "ciekawych", których nie zapomnę nigdy. Jakieś półtora roku temu pracowałam z koniem, którego numerem popisowym było odmawianie skoków. Na metr przed przeszkodą z galopu (wcale nie byle jakiego) zatrzymanie do stój. Znałam jednak zwierzę bardzo dobrze i byłam przygotowana do takich "niespodzianek". Pewnego dnia postanowiłam sobie, że poćwiczymy przeszkody z serii skok-wyskok. I ręczę Ci, nie wiem jak wałach tego dokonał, ale zatrzymał się pomiędzy jedną, a drugą przeszkodą (dzieliła je jedna foula). Nie wiedząc kiedy, znalazłam się na szyji zwierzęcia. Ono jednak nie miało w planach ułaskawić się nade mną: przednią nogą uderzyło o drąg i zrzuciło poprzeczkę (była to dość niska przedzkoda, nie dałabym jej więcej niż 70cm). Poprzeczka spada, koń nie wie co się dzieje: panika! Cofnąć się za bardzo nie da... Pewnie gdyby nie fakt, że w owym czasie znajdowałam się na szyi, nie zaliczyłabym tej gleby :). Większość moich upadków jest w podobnym guście: ot, zwykłe "zsunięcie się". Spadasz na cztery litery, nic Ci się nie dzieje. Tylko raz w życiu przeżyłam upadek, podczas którego na prawdę się bałam. Zwierzę bryknęło w galopie i wyrzuciło mnie do góry. Tak, tak: spadłam przez szyję i znalazłam się "na linii" jego kopyt. Byłam tak sparaliżowana strachem, że nie byłam się w stanie podnieść. Wolę nie myśleć co by się stało, gdyby w ostatniej chwili koń nie skręcił... (2017/04/24 18:29)

tomenicus


Ha, włąsnie coś podobnego ćwiczyliśmy z Birmą po mojej glebie. Dwie przeszkody o jedno foule oddalone. nie chciało wyjść, dopiero jak przypilnowałem ostro łydek pomiędzy skokami to się udało. potem powtórka, też wyszło. Ech...
Muszę znaleźć jakąś stajnię w okolicach Marek pod Warszawą. jestem tu teraz na kontrakcie, a muszę więcej ćwiczyć niż raz w tygodniu. no i koń będzie siłą rzeczy inny, to lepiej się popracuje nad pomocami.
A propos jednego z Twoich postów: jak można się złościć na konia? Birma jest franca, ma swój charakterek, ale jak jeździłem na niej 2-3 razy w tygodniu to nasza więź się tylko powiększała. Nie wiem jak, tj. nie do końca wiem jak to się dzieje, ale jakoś dogaduję się z końmi. Może to praktyka psychologiczna? Pracowałem z trudnymi dziećmi ładnych parę lat (długa historia), ale podobne metody podobnie działają... w każdym razie konie oporne do podawania nogi czy brania wędzidła miękną przy mnie, a ja jestem jednak zielony jak ta trawka w maju. Aha, BIrma po mojej glebie, jak się spłoszyła to uciekła, ale zaraz wróciła. Jaka kochana! ma u mnie 2 kilo jabłek;-) (2017/04/24 18:47)

MalwinaL


W jeździectwie tak jest, że raz idzie Ci lepiej, raz gorzej. Najpierw cieszysz się, że wszystko idzie ku dobremu, potem zdajesz sobie sprawę że jednak nic nie rozumiesz. Potem znów zaczynasz widzieć światełko w tunelu i znów wszytko zaczyna się sypać. I tak w kółko. A jeździec to tylko człowiek. Nikt nie jest w stanie, nawet przy wykonywaniu pracy tak wspaniałej jak praca z koniem, przez cały czas być radosny. Ja przynajmniej nie umiem. (2017/04/24 20:57)

tomenicus


CHyba nie jest tak źle, Twój post o tym jak powalczyć ze swoją złością na konia jest bardzo dobry. Wiesz, ja mam stare nawyki terapeutyczne, to wiem żer każde stworzenie, czy człowiek czy koń ma swoje wady, lepsze i gorsze dni, i czasem można cos z tym zrobić, a czasem trzeba po prostu przeczekać. bywają takie dni, że konie szaleją - wszystkie okazują zły humor, są wredne. Raz właścicielkę stajni gdzie jeżdżę na moich oczach Barbie potrąciła, przewróciła i pognałą dalej, ledwo jeszcze nie kopnęła. ubierać się nie chciała, ogólnie była zła i wściekła. potem mi stanęła z galopu przed przeszkodą, przykleiłem się do szyi i to mi uratowało zadek przed upadkiem. Strasznie się zachowywała, dopiero pod koniec jazdy jej się odwidziało (parę razy użyłem bata) i zaczęła chodzić jak ta lala. Ale jedno działa: trzeba reagować nawet wymuszonym, ale humorem na złe humory dziecka, przepraszam, konia. Ze zacytuję:
Znoś złą dolę jak dobrą, mając to na względzie
że gdy będziesz źle znosił, gorzej Ci z tym będzie
XD (2017/04/25 07:27)

Gorąca piątka