Zadzieranie głowy

/ 4 odpowiedzi
Mianowicie w mojej stajni jest koń o imieniu Mozart. Ma on około 180cm w kłębie więc jak widać jest bardzo wysoki. (Dla porównania ja mierzę 155cm.) Mozart jest świetnym miłym koniem ale problem zaczyna się gdy próbuje mu założyć ogłowie, zadziera wtedy głowę do góry i w żaden sposób nie mogę do niej dosięgnąć, a nawet gdy mi się to uda koń wyrywa głowę (nie oszukujmy się nie mam tyle siły co on). Nie jest to spowodowane jakimś problemem zdrowotnym, robi tak wszystkim, bo po prostu kiedyś raz mu się udało i wyczaił, że może tak robić. Proszę was doradźcie mi jak sobie z tym poradzić, bo nie chcę za każdym razem prosić kogoś o pomoc.
 Od razu dziękuje za wszystkie rady i podpowiedzi.
Honeonna


Jeśli koń nie jest Twój, to masz niestety mały wpływ na to, czego uczą go inni. A na dłuższą metę podstawą jest pokazanie koniowi, że kiełznanie jest zupełnie normalne-że on nie tylko powinien dawać się okiełznać, bo ktoś tak każe, ale też że nic złego czy nieprzyjemnego mu się od tego nie stanie i może spokojnie się na to godzić. Sama znałam klacz, którą bardzo trudno było okiełznać, bo po prostu wiedziała, że jeśli ktoś zbliża się do niej z ogłowiem w ręce, to będzie pewnie trzymał ją mocno za nos, wciskał wędzidło w zęby, pchał paski do oczu i szarpał za uszy-tak te dzieci kiełznały konia, zwłaszcza jeśli chciały to mieć jak najszybciej za sobą. Nic dziwnego, że ona niechętnie na to pozwalała i nic dziwnego, że jedna osoba spośród wszystkich jeżdżących na danym koniu nie miała na to dużego wpływu.

Ja sobie doraźnie radzę na różne sposoby-można przywiązać gdzieś konia z kantarem na szyi (bo jakoś często widzę ludzi biegających po boksie za gołym koniem), ale oczywiście nie wtedy, jeśli może zacząć się szarpać czy odsadzać, bo będzie jeszcze gorzej. Można zarzucić koniowi wodze wyżej na szyję, żeby mieć nad nim większą kontrolę. Czasami pomaga też kiełznanie z prawej strony. Już parę koni, kiedy zobaczyły mnie z drugiego boku, najpierw się zdziwiło, a potem z miną "Ale co się dzieje?" dało sobie dość normalnie założyć ogłowie. Pomaga to też często, jeśli koń już się nauczył ignorować naciskanie z lewej strony pyska. Można też sobie trochę ułatwić sprawę już podczas czyszczenia-jeśli widzę, że koń niechętnie daje się przytrzymać za nos, to właśnie to robię albo po prostu trzymam ogłowie w ręce i tą ręką jakoś przy okazji przytrzymuję koniowi głowę, a potem głaszczę go, mówię mu, że jest dobrym konikiem i po chwili wracam do czyszczenia. Zazwyczaj trochę się uspokajają, że ogłowie gdzieś blisko nie znaczy, że od razu muszą walczyć i się wyrywać. Zwykle wtedy wszystko idzie łatwiej.

To jednak są sposoby, które ja stosuję, mając wzrostu 173cm i przy normalnej wielkości zwierzach. Żaden wstyd poprosić o pomoc, jeśli masz do okiełznania wręcz smoka, a nie konia, bo jak on się uprze, to nie masz realnej możliwości nic zrobić i to nie jest w żaden sposób Twoja wina czy brak umiejętności. Ja przez pół obozu siodłałam konia dziewczynce, która jeździła chyba lepiej ode mnie i dobrze wiedziała, jak to zrobić, ale po prostu była o wiele młodsza i nie miała siły podnieść siodła tak wysoko. Miała przerobić konia na wielbłąda i nauczyć go klękać albo się kłaść do siodłania? Po prostu nie ma co się kopać z koniem, nie da rady, to nie da rady, trzeba kogoś zawołać. To zresztą nie jest Twoje zadanie, żeby wychowywać czyjegoś konia, właściciel powinien zadbać, żeby dawał ze sobą wszystko zrobić.

Tak na dłuższą metę to dobrze by było nauczyć konia schylać głowę od nacisku na potylicę. Żeby zmienić jego nastawienie, warto po pierwsze upewnić się, że ogłowie i wędzidło, które kiedyś pasowały, nadal pasują i że zęby były kontrolowane i nie ranią pyska, że nie ma wilczych zębów ani kły nie obijają się o wędzidło. Poza tym można po prostu parę razy założyć mu ogłowie do połowy i zostawić w spokoju, założyć całe i tylko pójść na spacer wokół stajni albo go wyczyścić, poprowadzić na padok na ogłowiu zamiast na kantarze. I uważać, jak się je zakłada. To by trochę wymazało połączenie "kiełznają->stres, boli i potem na mnie jeżdżą, unikać kiełznania", a stworzyło "kiełznają->niegroźne, można to zrobić, zobaczymy, co będzie". Trzeba spokojnie, nie robiąc z kiełznania wielkiej walki, mniejszymi krokami nieustępliwie dążyć do celu. (2015/08/24 16:22)

Sweet 08


Dzięki, właśnie takie wyczerpujące i dokładne odpowiedzi są najlepsze. :)
Z tym kantarem na szyi i tak jest ciężko, bo może koń nie biega po całym boksie, ale kantar zsuwa się na sam dół szyi i wraz może zadzierać głowę.
Ale będę mogła z nim coś popracować gdybym podczas koloni dostała go do opieki. (2015/08/26 10:32)

gniada1407


Na początek możesz zakładać mu ogłowie na kantar. Pokaż mu, że to nic złego i jeśli weźmie wędzidło do pyska i uda ci sie założyć mu ogłowie, pochwal go. Po jakimś czasie możesz spróbować założyć mu ogłowie bez kantara. Pamiętaj o tym, żeby być cierpliwym. :  ) (2015/08/26 12:37)

Honeonna


I po pierwsze powiedz instruktorowi albo właścicielowi, że problem jest i co byś proponowała zrobić, żeby go rozwiązać. Przy tak wielkim koniu zwłaszcza na początku nie raz, nie dwa potrzeba będzie kogoś wysokiego. Poza tym fair wobec właścicieli byłoby ich poinformować, że chcesz czegoś uczyć ich konia, a najlepiej, żeby oni sami się zaangażowali.
Jeśli jeszcze chodzi o samo zakładanie ogłowia "na raty" albo dotykanie nim głowy konia, to trzeba pamiętać, żeby nie robić tego na zasadzie, że jak koń zacznie protestować, to przestajemy, bo to tylko upewni go, że dobrze kombinuje i wystarczy pomachać głową, żeby ludzie dali mu spokój. Trzeba doczekać do momentu, w którym koń choćby na chwilę się uspokoi i tę chwilę wykorzystać na pochwalenie go i zakończenie zadania. Czyli jeśli ktoś zaczyna zakładać ogłowie, a koń ucieka, to się trzyma rękę z ogłowiem na nosie, dopóki koń się z tym nie pogodzi i nie stanie spokojnie. Wtedy można go pochwalić, pogłaskać i sobie pójść. Z reguły mniej gwałtowne reakcje są, jeśli się idzie małymi krokami, ale wybór metody bardzo zależy od konkretnego konia. Inne podejście lepiej działa, kiedy koń bardziej potrzebuje stanowczego przywrócenia do pionu niż kiedy trzeba go trzymać za kopytko i chwalić, że tak dzielnie się stara. Są też konie, które po prostu dość szybko zaakceptują przypomnienie, że tak się nie bawimy i dadzą spokój, a są takie, które będą mocno walczyć przy każdym kroku do przodu. Niezależnie od sytuacji za dobre zachowanie, nawet wymęczone po godzinie, należy się nagroda, bo jak inaczej koń ma załapać, że o to chodziło? Jak się domyślasz, żeby to działało, trzeba fizycznie mieć możliwość nie dać koniowi się olać. 
Cieszę się, że lubisz wyczerpujące odpowiedzi, bo dla większości ludzi one są wyczerpujące w drugim znaczeniu tego słowa. :)  (2015/08/26 18:07)