Zmienna klacz

/ 6 odpowiedzi
Rzecz dzieje się w małej, prywatnej stajni, w której (dzięki znajomościom) mogę swobodnie jeździć kiedy chcę. Jedynym z problemów jest fakt, że nie mogę liczyć na pomoc fachowca-instruktora i do wszystkiego muszę dochodzić sama. Jedyna pomoc, jaką 'uraczył' mnie właściciel, to "popuść jej wodze"...

Więc przejdźmy do sedna.
Znajduje się tam pewna klacz, Arabica, typowo szkółkowy koń, oprowadzający dzieciaki. Praktycznie cały czas na niej jeżdżę. Pamiętam dobrze, że jeszcze rok temu chodziła pięknie. Reagowała na lekką łydkę, nie potrzebne były żadne pomoce typu palcat. W zimę miała dłuższą przerwę (zupełnie tak jak ja) i kiedy w ferie z powrotem zawitałam do stajni, to klacz była praktycznie odmieniona. Nie chciała chodzić w ogóle, za każdą, nawet najmniejszą próbę popędzenia jej oddawała barankiem. O jeździe z daleka od innych koni nie było w ogóle mowy, strasznie ją ciągnęło. No cóż, nie odpuściłam i wzięłam się za nią porządnie. Kiedy mogłam wpadałam do stajni i brałam ją na jazdę. Z początku szło kiepsko, w wakacje jednak miałam więcej czasu i regularnie na nią wsiadałam. Przeczytałam mnóstwo porad na temat upartych koni i dowiedziałam się jednego - trzeba urozmaicić trening. To zaczęłam z nią lekkie skoki, w które niesamowicie się wkręciła. No naprawdę miała zapał.

Po tygodniowej przerwie znowu wpadłam do stajni i dowiedziałam się o wizycie pewnej panny, która urządziła sobie 'zawody' w lonżowniku - który koń skoczy wyżej. I ganiała koniały z batem w ręku i ustawioną przeszkodą, wysokości około metra.
Wsiadłam na Arabicę, i na początku szło całkiem nieźle - delikatny kłus po padoku. W pewnym momencie, po prostu z minuty na minutę, koń mi się zbuntował. Zaczęło się to, co było wcześniej - barany, wierzganie, nastawianie się. Od tamtej pory minęły jakieś trzy tygodnie i nic nie uległo poprawie, można rzec, że jest jeszcze gorzej. Klacz zupełnie ignoruje mnie, kiedy jestem na jej grzbiecie i jedyne na co może się zdobyć, to spokojny stęp za innym koniem.

Już sama nie wiem, co mam zrobić. Czy to moja wina, czy klaczy coś odbiło... Myślałam, że po prostu rozbeczę się na tym padoku i taki będzie koniec.

Rozpisałam się, wiem. Całkowicie straciłam wolę walki z tym koniem, ale jednak nie chciałabym dać za wygraną. Może macie jakieś pomysły jak ponownie rozruszać Arabicę?


Kilimka1


A jest sens? Bo to mi wygląda na walkę z wiatrakami.. ktoś/ty/ się napracuje, wreszcie koń mu zaufa, to przyjdzie bananowa młodzież i rozwali całą pracę łącznie z zaufaniem i respektem konia do człowieka. A potem koń w swym końskim rozumowaniu przekłada swój uraz na każdą osobę, która dosiadzie go po ,,mOndrej jeździe".. ileż razy ma być psuty i naprawiany? Ileż razy naciągany na zaufanie? Zwierz w końcu mówi : dość! Pier.. nie robię.. tak dosłownie tłumaczyć należy jego zachowanie. Z tego co widzę znów płonne nadzieje, znów ,,naprawianie" konia jakby to był bezduszny rower..i przy okazji znów zburzenie wszelkich wypracowanych relacji. Odpuść sobie, nie szanują cię ani zwierzaka..to nie koń durny tylko człowiek ;/ (2014/08/22 17:06)

Kilimka1


Jedyne co mogę ci poradzić jeśli dalej koniecznie chcesz ją dosiadać to nie oczekuj cudów od niej.. koń ma swego rodzaju traumę, stracił zaufanie do ludzi..jedyne co możesz od niej wymagać w tej chwili to..nic nie wymagać prócz podstawowego respektu i posłuszeństwa w trzech chodach w terenie, koń ma uraz do ujeżdżalni.. tylko czy sens znów naprawiać klacz skoro jest opcja, że znów ktoś z zajawką ujeżdżeniowo-skokową ,,dorwie" w swe rączki ?  (2014/08/22 22:00)

Hungry


Osobiście wolałabym nie rezygnować. Postanowiłam dać jej trochę czasu, może popracować z nią z ziemi... Prawdę mówiąc, przywiązałam się do niej - jasna sprawa, przecież spędzałam z klaczą tyle czasu, zdążyłam poznać jej charakter. W stajni zachowuje się jak wielki przytulas - mizia cię, zaczepia, prosi o uwagę czy jakiś smakołyk. A na padoku ona wyczuwa kto na niej siedzi i na co może sobie pozwalać. A teren to trzecia bajka - sprawuje się cudnie. + czy ja wiem, czy to była zajawka skokowo-ujeżdżeniowa? Dziewczę po prostu stało w środku lonżownika z batem w łapie, a konie biegały w koło... (2014/08/24 12:37)

Kilimka1


A teren to trzecia bajka - sprawuje się cudnie. + czy ja wiem, czy to była zajawka skokowo-ujeżdżeniowa? Dziewczę po prostu stało w środku lonżownika z batem w łapie, a konie biegały w koło...


i TO wystarczy aby koń sobie o człowieku pomyślał, że gdyby nie ten jego bat to jest nikim..po prostu wyczuła, że bat nie straszny i można go zignorować czego przyczyną jest owe dziewczę co dostało brzytwę w rękę bez wiedzy umiejętnego posługiwania się  nią.. koń wyczuł że ignorować bat= ignorować człowieka, bo bat sam w sobie nigdy nie jest środkiem wychowawczym czy ustalającym hierarchię, jeśli znajdzie się w nieodpowiednich rękach i użyty bezsensownie w dość inteligentnym zwierzęciu obudzi tylko demony.Radziłabym zabierać się w tereny, / element miłych skojarzeń/ a na placu chwilowe prace takie po 10 min..z terenu lub tuż przed.. aby nie przypominać koniowi że może się buntować, bo nieraz  nieprowokowanie sytuacji jest właśnie udowodnieniem swojej przewagi .    (2014/08/24 12:57)

lajinete


Hmm, żeby spróbować Ci pomóc chciałaby, wiedzieć coś więcej :)
1.Czy koń idzie normalnie we wszystkich trzech chodach, gdy idzie za innym koniem?
2.Kiedy dokładnie zaczyna wierzgać? Gdy popędzasz go do kłusa?
3.Ile godzin dziennie jeździsz? (2014/08/31 16:53)

lajinete


Ale tak w ogóle to nie ma z Tobą żadnego instruktora podczas jazdy? Nikt Cię nie pilnuje?
Bo w zasadzie dobrze by było żeby tym koniem zajął się jakiś doświadczony fachowiec, który by go troszkę naprostował :) (2014/09/01 12:59)

Gorąca piątka